Nie zobaczysz jej, ani nie usłyszysz,
lecz idąc nigdy jej nie wyczerpiesz
- Lao Tse

2.9.09

Andrzej Sulima-Suryn (1952-1998)



"Między Bogiem
a prawdą
jest trochę miejsca
i to jest życie"

Andrzej Suryn urodził się 7 listopada 1952 roku w Krzyżu Wlkp. Zmarł 6 maja 1998r. w Montrealu. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Krzyżu Wlkp. W 1973 roku ukończył Liceum Ogólnokształcące w Poznaniu. Studiował zaocznie w Studium Kulturowo-Oświatowym, które ukończył w 1989r. z wynikiem dobrym. Swoją pracę zawodową związał z kulturą. Pracował na wielu stanowiskach m.in. był szefem Młodzieżowego Ośrodka Psychologii w Warszawie. Prowadził zajęcia z młodzieżą, która miała różne problemy psychologiczne.

Andrzej miał dobry kontakt z młodzieżą i dziećmi. Jego mama, Walentyna Suryn, wspomina, że zawsze był otoczony dzieciarnią. Często siadał na podwórku kamienicy, w której mieszkał i grając na gitarze na poczekaniu składał piosenki dla zgromadzonych młodych słuchaczy. Przed ostatnią swoją podróżą obiecywał im prezenty w postaci indiańskich fajek pokoju czy kapeluszy jankesów. Niestety nie dane mu było dotrzymać słowa. Pani Walentyna wyjawiła nam, że jej syn bardzo kochał dzieci i przyrodę, więc jego twórczość wyrażała tą miłość. Wiersze, które wyszły spod jego pióra, przypominają modlitwy, gdyż często zwrócone są bezpośrednio do Boga.

Był człowiekiem pogodnym, wesołym, lubił żartować. To idealista, który chciał, aby ludzie umieli żyć bez zabijania (opowiadanie „Wyspa Patmos”). Kochał zwierzęta. Jego mama wspomina jak w czasie jednej z Wigilii, nie mogąc zabić karpia, pojechał nad Drawę i wypuścił rybę do wody. Wielki miłośnik przyrody - ze swoich licznych wędrówek przynosił do domu kamienie o niezwykłych kształtach i korę, z której potem wykonywał rzeźby, a także pęki polnych ziół. Spał na materacu położonym bezpośrednio na podłodze, aby być bliżej ziemi.

Miał wielu przyjaciół. Przyjaźnił się ze Stanisławem Sojką i Waldemarem Czechowskim, korespondował z Czesławem Miłoszem - polskim noblistą, z wieloma twórcami utrzymywał stały kontakt listowny. W podróż do Kanady zabrał „Listę przyjaciół Suryna” – spis adresów do korespondencji.

Ten człowiek uwielbiał bawić się, śmiać - po prostu przebywać z ludźmi. Nieoczekiwanie to się zmieniło. Ten niegdyś radosny mężczyzna zaczął szukać swojej pustelni, planował nawet wstąpić do klasztoru. Marzył, aby zostać pustelnikiem. Chciał wydawać pismo „Sztuka osobowa”, pomagać ludziom.

Andrzej był człowiekiem wszechstronnym, pisał wiersze, opowiadania poetyckie, rzeźbił w korze, rysował. Należał do grupy „Dom Marka”, która powstała w latem 1979 w Gołdapi z inicjatywy Mirosława Słapika. Artyści działający w grupie dążyli do połączenia literatury, plastyki i teatru. „Dom Marka” rozpadł się w sierpniu 1984 roku, po czym jego członkowie: Darski, Sobczak i Sulima-Suryn założyli w sierpniu tegoż roku grupę o nazwie SDS. Kontynuowali twórczość poetycką wydając tomiki wierszy.

Andrzej część swojej działalności wiązał z Warmią i Mazurami. Przemierzał tu lasy i polne drogi. Był jednym z tych, którzy przyczynili się do zagnieżdżenia Teatru Wiejskiego „Węgajty” właśnie w tamtych stronach. Teatr działa do dziś we wsi Węgajty koło Olsztyna, odświeżając stare rytuały, ludowe pieśni, obrzędy.

W latach 1983-1985 jako asystent i współscenarzysta nakręcił trzy filmy (dokumenty artystyczne) wraz z Andrzejem Różyckim i Waldemarem Czechowskim. W ramach plenerów artystycznych wykonał kilka rzeźb i instalacji – są to tzw. pomniki intuicji wykonane głównie z kamienia, inicjował happeningi takie jak „Ogień i lód”, „Jestem tutaj”.

Poeta, przez niektórych nazywanym – wędrownym. Jego rodzinny dom w Krzyżu Wlkp. był raczej punktem, z którego wyruszał i do którego wracał przed kolejną podróżą, niż stałym miejscem pobytu.

Pisał dużo – w kalendarzach, zeszytach, notatnikach, zapisanych kartkach. Nigdy nie zabiegał o publikacje. Sporządził wiele rękopisów, w których pozostają dzienniki, niepublikowane wiersze, rysunki i opowiadania. Krótko przed śmiercią namawiany przez przyjaciół przygotował do druku tomik pt. „Światło”. Z Kanady dzwonił do mamy i narzekał, że nie może doczekać się wydania. Chciał zobaczyć jak będzie wyglądała jego książka. Czy okaże się „smacznie wydana” (tak mówił o pięknie wydanych książkach). Nigdy nie zobaczył tego tomiku. Za jego życia wydał tylko jeden zbiór - „Pomiędzy” (Łódź, 1993r.).

Tomik „Światło”, na który tak czekał, ukazał się w 1999r. z płytą, na której poeta czyta swoje wiersze, a Stanisław Sojka śpiewa piosenki do jego (...) Ten skromny Człowiek kochał ludzi i życie. Mieszkańcy Krzyża zapamiętali go w kapeluszu i z laską wędrującego brzegiem ukochanej rzeki Drawy.



Dumka Jacobowa (o Surynie)

Od dawna przymierzałem się, by napisać o nim dumkę. Często cytuję, wspominam, ale sam Suryn wciąż się gdzieś wymykał. Dziś w południe osiodłałem konia, po raz pierwszy od paru tygodni. Zdziczał mongoł, owsem musiałem kusić, by w ogóle dał do siebie podejść. Bryknęliśmy przez pola, lasy, śniegi - do sklepu. Nabyłem trochę żarcia, pół litra i fajki. Zmierzch, wódeczka. Chyba to mnie ośmieliło.

Suryn, pierwsze spotkanie. Warmia, polanka w lesie, kłęby żywicznego dymu, impregnowałem płócienne tipi. Z lasu wyłonił się dziwoląg w szynelu z pierwszej wojny światowej. Przed sobą, uroczyście, niósł liść łopianu, na nim chleb. - Elfy witają wojowników Czejenów - powiedział. - Hmm, no dobra. Wziąłem bochenek, zapewne wypiliśmy herbatkę, nic specjalnego. Chyba czułem się zapracowany i przesadnie konkretny. Więcej nie pamiętam.

Dwa lata na Warmii mieszkałem, moc przygód, z Surynem zaprzyjaźniliśmy się. Cięgiem pisał, nawet w trakcie rozmowy. Wiersze, myśli, kij wie co. Razu pewnego leżałem nad jeziorem, na wznak, nieruchomo. Suryn podszedł cichutko i nałożył mi słuchaweczki. Puścił jeden ze swych słowno-muzycznych klimatów. Leciało, pulsowało, ... - I jak? - zapytał. - Nijak nie zakłóciło obłoków - odparłem. Był wniebowzięty. A mnie, niedługo potem, światowe układanki rozpirzyły do poziomu samobója. - Rzuć toksyny - powiedział. Wymieniliśmy talizmany, jak na Indian przystało. Pojechałem w góry, gdziem błyskawicznie się zadomowił i psychofizycznie ozdrowiał.

Był Suryn jednym z pierwszych gości. Miał pudełeczko z maleńkimi głośniczkami, leżał na gościnnym wyrku, słuchał. Przedtem napiliśmy się psylocybowo-ziołowej herbaty. Chata na bezludziu, Beskid Niski, cichusio... A tu nagle! - drzwi się otwierają. Stasiuk-sąsiad mówi: - Dżekob, wopiści chcą cię poznać... - Ja! Jestesmy nagrzybieni, zrób coś! - O, kurwa, rzekł Stasiuk - i wyszedł. Zgramoliłem się z barłogu, wyjrzałem przez okno. Gazik, kilku wopistów, Świnia-Stasiuk gada z nimi, ale mundurki ewidentnie prą ku chacie. Ajajaj. No to - heja! Grunt, to chwyt psychologiczny. Korytarzykiem łemkowskiej chyży przekradłem się do stodoły i - chrubut! - otwarłem na oścież wrota. - Dobra, dobra, panowie - zbyłem funkcjonariuszy. - W ... walisz, chłopie?! - rzekłem do Stasiuka. - Siana nie ma, bydlaki zdychają, inaczej się umawialiśmy! Stasiuk wszedł w rolę, jął się kajać. - Spoko, panowie, możemy przytargać siano gazikiem - ozwał się dowódca WOP. - Dobra, wświetliłem się udobruchaną furię, - ale bez jaj!

I tak osiołek i kozy zdobyły zapas sianka, nikt mnie nie wylegitymował, a Suryn nawet nie zauważył zadymy. Chyba słuchał Mozarta.

Jakiś czas potem dostałem od Suryna list, że chce ze mną zamieszkać. Wpadłem w panikę. Odpisałem, że sam słabiutkim, ni cholery, mowy nie ma. Okrutne emocje. - Uspokój się - odpisał Andrzejek. To tylko propozycja, nie ma sprawy. Uff.

Z pięć lat w górach mieszkałem. Bywał Surynek spokojnie i niepokojąco. Razu pewnego, w środku nocy, w alkierzu, obudziło mnie gorąco. Odkryłem się - i usłyszałem szuranie. Suryn dokładał do pieca. - Co robisz?! - Ziimnoo miii - powiedział. - Spadaj pod spiwór, bo zabiję! - wściekłem się. I ułożyłem w wyrku. Po niedługim czasie przyszła nauka. Wnętrzności stały się puste, wszystko wypełnił strach. - Kurde, już wiem, co czujesz Surynku... Łiuuuut! Świat wrócił do tzw. normy.

Andrzej Suryn umarł nagle w Kanadzie w 1998 roku. Przysłał mi kartkę "jak wrócę - pogadamy o Indianach.". "Om ah hum benza guru pema siddhi hum" - jak teraz leci z kompakta. Tak, jak podobnie, wypisałeś złotym mazakiem nad drzwiami "mego" alkierza.

Też jesteś z Syriusza, ale masz sklerozę - mawiałeś. Czemu nie.

Od dawna mieszkam gdzie indziej. Jasne, zludzenie. Ale z tobą, chłopie, nigdy się nie rozstaję. I wszystkim wędrowcom polecam: http://www.suryn.procinema.pl/wiersze.htm

link in comments

5.8.09

Gardzienice - Orkiestra Antyczna (2003)



Orkiestra Antyczna to projekt muzyczny i badawczy powołany w Ośrodku Praktyk Teatralnych Gardzienice przez Tomasza Rodowicza i Macieja Rychłego. Obejmuje on rekonstrukcję i opracowanie antycznej muzyki oraz instrumentów tamtego okresu.

Z rozśpiewanej i roztańczonej starożytnej Grecji pozostało kilkadziesiąt fragmentów muzycznych zapisanych na strzępach papirusów i potłuczonych kamiennych tablicach. Ocalały też rysunki grających postaci i instrumentów muzycznych: kitar, lir, harf, aulosów, bębnów, monochordu. Chcemy w tym projekcie na nowo usłyszeć te dźwięki, sprawdzić, co w nich dalekie, co bliskie.

Przedsięwzięcie to ma swoje źródło w pracy M. Rychłego z zespołem Gardzienic nad muzyką do spektaklu "Metamorfozy" wg Apulejusza. Tamten etap muzycznej pracy zarejestrowaliśmy na płycie Gardzienice Metamorfozy - Music of Ancient Greece (2000 Altmaster i przyjaciele). Wtedy stało się dla nas jasne, że jest to dopiero początek przygody, której dziś nadaliśmy nazwę Orkiestra Antyczna.

Tyle oficjalnej notki Orkiestry Antycznej.



Od siebie dodam, iż byłem 27 października 2001 w Gardzienicach na pierwszym pokazie Orkiestry. Spotkała się ona wcześniej dopiero pięć razy, więc była to raczej próba otwarta niż pokaz pracy, ale to, co usłyszeliśmy było zapowiedzią czegoś naprawdę wspaniałego. Piętnastu śpiewaków nie tylko z Polski (przygrywających na paru zrekonstruowanych instrumentach dętych, strunowych i bębnach) przedstawiło siedem pieśni, nad którymi do tej pory pracowali. Większość znana z wykonania Gardzienickich aktorów z płyty "Metamorfozy".

W trakcie występu (w małej salce) wytworzyła się bardzo dobra energia - zarówno wśród wykonawców, jak i publiczności. Wiele radości sprawiało śpiewakom wykonywanie tych pieśni a nam ich słuchanie. W całym wystąpieniu było bardzo wiele humoru - na pewno nie był to koturnowy, nobliwy antyk - który powoli już, na szczęście, zaczyna być wyśmiewany.

Osobiście cieszę się, że Tomasz Rodowicz z Maciejem Rychłym (liderem Kwartetu Jorgi) zabrali się za antyczną muzykę. Śpiewy, które można słyszeć w Gardzienickim przedstawieniu "Metamorfozy" są wspaniałe, ale jednak mają już one teatralną "czapę" (może gębę?) - a Orkiestra Antyczna zajmuje się (z "punkową" werwą - właściwą chyba każdemu zapalonemu poszukiwaczowi, a tym bardziej tropicielowi źródeł) tym co mnie osobiście najbardziej rajcuje - muzyką.

Mam nadzieję, że grupie nie zabraknie zapału, że zapaleńców będzie przybywało a nie ubywało, że sami odnajdą też swoją publiczność. Ja taki "antyczny underground" gorąco polecam i kibicuję im z całych sił. (Krzysztof Piekarczyk, serpent.pl)

Skład:
Ania Dąbrowska, Dagmara Nakonieczna, Pola Matuszewska, Beata Oleszek, Katarzyna Tadeusz, Elina Toneva, Agnieszka Szablewska, Maciej Rychły, Tomasz Rodowicz, Sean Palmer, Maciej Maciaszek, Paweł Passini, Grzegorz Pawłowski, Tomek Krzyżanowski, Piotr Furtak



THE ANCIENT ORCHESTRA

is an international artistic and research project initiated by Tomasz Rodowicz and Maciej Rychły within the Centre for Theatre Practices in Gardzienice in 2001. Since march 2004 Ancient Orchestra function in new Theatre Association CHOREA. The project is focusing on the oldest, practically unknown sources of European music.

This enterprise is a continuation of Maciej Rychły's works with the theatre ensemble of Gardzienice on the music for the staged production "Metamorphoses" according to Apuleius directed by Włodzimierz Staniewski (1995). Results of this early stage of musical works intended for atheatre spectacle was recorded and published on CD "Gardzienice Metamorfozy - Music of Ancient Greece". Yet there still remained much material unrealised, many questions, new ideas and fascinations; thus it became clear that it was but a beginning of a long-run work. The project is divided into several stages comprising research, reconstruction, arranging and performing the music of antique Greece and Rome as well as building copies of historical instruments.

The Orchestra's ensemble consists of 15 Polish and foreign singers and instrumentalists who have been meeting regularly for rehearsal sessions in Gardzienicesince September 2001. At present the ensemble works on 14 pieces arranged by Maciej Rychły who reconstructed them or composed basing on fragmentary antique sources. Thefinal shape and sound characteristics is an effect of the ensemble's common work during rehearsals. Advanced studies and research on antique instruments: phorminx, kithara, lyre, monochord, bucina, sistrum is carried on. Hhydraulis and aulos are about to be built. An average contemporary European Westerner usually recognises the Gregorian chant as origin of European music. The existing scores of antique pieces are known only to a small circle of specialists. There have been but a few attempts of presenting this music in a live performance. From the survived musical fragments as much as from sculpture, architecture and literature - we can read, sing and play lively songs, testifying to imagination, sensitivity and musical richness of antique composers, being at the same time poets and playwrights. Interpreting the antique music with a modern language we propose a hypothesis and invite to a dialogue and discussion on the musical heritage of Europe.

link in comments

10.5.09

bezdech



***
Małgosi Łukomskiej i Zosi

w twoim oddechu
znajduję tchnienie
i kiedy go braknie
szukam dłońmi rozpaczliwie
kształtu twoich ust
by zebrać ostatnie krople
opowieści wonnych pól

tak,
chcę utonąć w tobie ukochana
i niech mnie zabierze
ten jeden pocałunek-drżenie
na każdą dobrą noc
dobry dzień

Nowica, 30.04.2009



II Spotkania Teatralne Innowica 2009

Krótka historia - Innowica 2008