Nie zobaczysz jej, ani nie usłyszysz,
lecz idąc nigdy jej nie wyczerpiesz
- Lao Tse
Czarnej Gosi i Szafce (+) - blog ten dedykowany.

Krótka historia - Innowica 2008

18.12.09

Jazz Bez In Nowica

Tak sie działo parę dni temu w Nowicy. Specjalne podziękowania dla Pani Natalii Sawiny z Ambasady Ukrainy w Polsce, ks. Jana Pipki, Markyana ze Stowarzyszenia Artystycznego "Dzyga, Muzyków z grupy ShockolaD i Muzyków z Nowicy 9.


Nowica – jestem przekonany – to miejsce dobre i nowe zarazem, ciche, ale ruch tam duży. Z całego serca pragnę, aby te słowa zostały odebrane jako moja podzięka za to, w czym miałem przyjemność uczestniczyć 12 grudnia w Nowicy. Dziękuję bardzo zarówno mieszkańcom – miejscowym, jak i przybyszom, którzy znaleźli w Nowicy – mam szczerą nadzieję – nowe miejsce dla siebie, tym przybyszom, dla których ta wieś nie jest jakąś ucieczką, tylko uzupełnieniem ich dotychczasowego życia, ich pracy w jakiś odległych dużych miastach naszej części świata. Zapewne też przybysze wnoszą coś nowego do życia miejscowych Nowiczan, ale i uczą się czegoś nowego i wiozą to doświadczenie daleko – do ludnych i hałaśliwych wielkich miast i dzielą się tym czymś nowym z innymi.
Pamiętam, jak dziesięć lat temu rodziła się idea festiwalu „Jazz bez” – muzyka i muzykowanie bez granic, bez kordoniw, jazz no limits… A zrodziła się ta idea w głowach kilku Polaków i Ukraińców, w Przemyślu i we Lwowie, ludzi zarówno żyjących na pograniczu, jak i przybywających tam… A łączyło nas, i – jak widać – łączy nadal, przeświadczenie o imperatywie odtwarzania fenomenu pogranicza, w tak straszliwy sposób doświadczonego przez dwa totalitaryzmy XX wieku, rekonstrukcji i szczególnej ochrony tego, co jeszcze jest, fenomenu wieloetniczności i wielokonfesyjności, ale nade wszystko – wielka potrzeba bycia razem w tej wspólnej przestrzeni. A jazz? Cóż, on po prostu pomaga…
Koncert dwóch grup – „Nowicy 9”, przybyszy, ale już miejscowych, i „ShockolaD” ze Lwowa, też przecież miejscowych.
Dobrze się stało, że koncert odbył się w ramach już IX edycji „Jazz bez”. Nie trzeba było długo namawiać Markijana Iwaszczyszyna – szefa Stowarzyszenia Artystycznego „Dzyga” we Lwowie, na którym już od wielu lat spoczywa główny ciężar (ale za to jaka niebywała satysfakcja!!!) organizowania kolejnych edycji festiwalu. Opowiedzieliśmy Markijanowi z Mateuszem Sorą o tym, co to takiego wyprawia się w Nowicy i już. Przecież to pogranicze łaknące jazzu! W pewnym momencie zrobiło się nawet trochę niebezpiecznie… Podłoga w szkole łemkowskiej nie wytrzymałaby raczej ciężaru muzyków, aparatury i słuchaczy, no więc padło na starą chałupę, w której mieszkają miejscowi przybysze – muzycy z „Nowicy 9”. No i wszystko zagrało. Tylko trzeba było trochę sień ocieplić…
Przybysze miejscowi, jako pierwsi, zagrali dobrze, nikt nie zmarzł. Ale już dziewczyny ze Lwowa musiały się trochę lepiej opatulić, no i się zaczęło. Jak zwykle zagrali i zaśpiewali wspaniale, a piosenki łemkowskie na Łemkowszczyźnie brzmią jakoś tak inaczej… Nie wiem, jak to opisać, ale wiem, że inaczej, przecież widziałem już tę grupę kilkakrotnie.
I tu na zakończenie taki bardziej osobisty mój wątek… 13 grudnia wypadła trzydziesta rocznica śmierci mojego ojca, padło więc na Nowicę. Prawie prosto z grania nocnego poszliśmy do małej cerkiewki, która też nas jakoś pomieściła. A ksiądz już się postarał, żeby za mojego ojca pomodlić się trochę dłużej niż u braci łacinników.
Takie to było nasze spotkanie w Nowicy – przybyszów z miejscowymi, Ukraińców, Łemków, Polaków, czyli… wszystkich miejscowych. Nie pierwsze takie spotkanie i pewnie nie ostatnie.
Dziękuję!
Krzysztof Sawicki

6.12.09

Koncert w Nowicy - ShockolaD + Nowica 9

12 grudnia 2009 roku odbędzie się bardzo miłe wydarzenie artystyczne, które zorganizowały wspólnie Stowarzyszenie Przyjaciół Nowicy, Stowarzyszenie Artystyczne "Dzyga" z Ukrainy oraz Bractwo Młodzieży Greckokatolickiej Sarepta. Wszystko powinno się rozpocząć o godz. 18.00 w domu Jana Szymczyka. Oprócz grupy ShockolaD wystąpią Przyjaciele z zespołu Nowica 9. Koncert jest elementem Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego "Jazz Bez"



Dana Wynnicka – wokal
Nastja Łytwyniuk – fortepian
Ihor Hnydyn – bębny
Serhij Brydun – gitara basowa

Grupa Shockolad powstała w czerwcu 2004 r. Jej muzycy płynnie poruszają się w estetyce jazzu, funki, etno i elektro. Ta wybuchowa mieszanka jest już dobrze znana na Ukrainie, ale nie tylko, bowiem zespół brał udział w wielu festiwalach jazzowych, w tym tak prestiżowych jak Jazz Bez, Metro Jazz czy Chilli Jazz w Krakowie. Z Krakowem Shockolad łączy jeszcze jeden element, a mianowicie wspólny projekt ukraińsko – polski.

W 2008 r. część grupy (Bohdana Wynnicka, Ihor Hnydyn, Anastasija Lytwyniuk) przebywa w Warszawie w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury Polski „Gaude Polonia”. Udział w tym programie daje nie tylko możliwość nauki u legend polskiego jazzu, wśród których są A. Jagodziński (fortepian), Cz. Bartkowski (perkusja) i J. Szrom (wokal jazzowy), ale stanowi także doskonały grunt dla wymiany twórczych doświadczeń. Pierwszym krokiem w tym kierunku stała się współpraca ze znanymi polskimi muzykami - Michałem Jarosem (kontrabas) i Tomaszem Dąbrowskim (trąbka). Wspólny materiał łączy w sobie muzykę ludową zakorzenioną w tradycji ukraińskiej z doświadczeniami polskiego jazzu oraz fascynację artystów nurtem world music. Wynikiem tej współpracy jest nagrana płyta i seria koncertów w Polsce i na Ukrainie.

"Koncerty JazzBez wystartują 4 grudnia. W całej edycji do 13 grudnia we Lwowie, a także w Lublinie, Przemyślu, Sanoku, Tarnopolu, Sewastopolu, Łucku, Iwano-Frankowsku i Kijowie wystąpi blisko 100 muzyków z 13 krajów świata, z USA, Japonii, Egiptu, Niemiec, Danii, Wielkiej Brytanii, Niderlandów, Francji, Rosji, Białorusi, Litwy oraz rzecz jasna - z Polski i Ukrainy. Po raz pierwszy festiwal zawędruje nawet do łemkowskiej wsi Nowica koło Gorlic, gdzie urodził się Bohdan Ihor Antonycz (1909-1937), sławny poeta i prozaik ukraiński przez lata zapomniany z powodu zapisów cenzury." (Gazeta Wyborcza Lublin)

10.11.09

Greek Orthodox Chants - Byzantine Patmos (2005)



I'm not Greek and I'm not an orthodox Christian so entering this church was an otherworldly experience for me as was listening to the 19 member Greek Byzantine Choir. The people sitting around me were members of the church's congregation. To congregation members, gold walls plastered in icons were a common event, even, an everyday experience, as was listening to a Byzantine choir. And yet, a visit from the Greek Byzantine Choir was not an everyday experience so I was surprised that there were few attendees outside of the church's congregation at the concert. Someone even asked me if I'm Greek and was baffled when I told her that I was attending the concert because I enjoy medieval sacred music traditions.

The choir led by Director and founder Lycourgos Angelopoulos, (who formed the choir in 1977), entered in a procession from the back of the church in which they sung, Kontakion of the Akathistos Hymn composed in the 7th Century by an anonymous composer. Once the vocalists were ensconced near the elaborate church altar, they performed Communion Verse for the Transfiguration composed by John Koukouzelis (1280-1360). The contrast between the choir members dressed in black robes and the icon art that surrounded them was distracting at times and other times mesmerizing.

Although many sacred choral traditions are sung in polyphony and graced with lush harmonies, Byzantine chants are monophonic with a few of the vocalists singing bass drone. Musicologist Michalis Adamis on the Duke University site describes this better.

"Byzantine Music is monophonic. It has not called on parameters of musical construction, such as harmony and counterpoint, yet it has produced a wealth of extraordinary rich melodies, as well as, complex musical forms and carried the monophonic genre to heights of refinement and wisdom… Singing a melody always includes its cantillion, together with a continues drone accompaniment."

The remainder of the first set of liturgical chants featured mostly Psalmody sung in Greek. After a long intermission, the choir returned without fanfare and presented liturgical chants that would normally be sung in the Greek Orthodox Church on the Sunday prior to Christmas. These compositions beginning with Three Heirmoi from the Canon for the Sunday before Christmas and ending with Kratima in the First Mode by John Trapezountios (d. 1700), were longer and seemed more complex than the chants performed during the first half of the program. Lycourgos Angelopoulos and other choir members performed longer solos accompanied by an intense drone which reminded me of the two duduk players featured in traditional Armenian music where one instrument carries the main melody and the other holds the same note through the entire song, creating a continuous drone. And yes, the vocalists providing drone perform an important role. At times the pace and passion of the vocalists increased, but compared to other sacred musical traditions familiar to me, I found the Byzantine choir vocals somewhat restrained. Although Byzantine chants possess a unique beauty, the chants did not provoke an emotional response in me, mainly because this was my first real exposure to the tradition.

The choir performed a short encore and then ended with a procession as they exited the church. The extremely polite audience refrained from applauding until the end of each set and for some members of the packed audience; this was a difficult endeavor since they were quite passionate about the Byzantine chant tradition. There were two women sitting near me that were emotionally drawn to the music and seemed quite knowledgeable about the tradition. Occasionally one of the women would wipe tears from her eyes. Of course, she might have understood the Greek language in which the chants were performed and she seemed familiar with each chant in general. There are times when it helps to be an insider to a given tradition.

We were witnessing a concert, which removed the choir out of its normal realm of a church service. The choir was performing samples of what would be presented in either a Sunday service or special religious occasion to enhance the worship experience. However, for those of us who do not attend church services, this is a good way in which we can witness various sacred music traditions, either from a spiritual-but-not-religious standpoint or a scholarly one. And then there are journalists such as myself and radio presenters who are curious about these ancient chants. I would rather see this music presented in a church rather than a concert hall because the church acoustics and atmosphere does enhance the experience of listening to sacred medieval music. Leaving baffled churchgoers in our wake is a small price to pay for getting closer to sacred music traditions. And in fact, if outsiders cherish these musical treasures, that can only enhance congregational members' appreciation for these traditions. And it certainly helps with preserving the traditions for future generations to enjoy.

link

3.9.09

Wiersze Zosi


"czekam na mamę"

już światło na górze zgaszone
zasnął mój młodszy brat
ja nie śpię
i czekam sama
aż wróci Mama

za ścianą kroki
może to Ona
- nie - to ktoś inny - Neon
za oknem świeci
a ja bez Mamy
zasnąć nie mogę

sąsiad coś pisze
- słyszę - w domu ciszę
i znowu kroki
to drzwi otwiera - Ona -
biegnę w pidżamie
"Dobranoc" powiedzieć
Mojej Mamie


* * *

Mama Mama Mama
Będę z Nią tańczyć do rana

Miłość rośnie wokół nas
Sielskie dni idą w dal
Nie ma rady - już po nich
Czas
Na łzy

Jak to cudownie brzmi



* * *

Śpij mały kotku już
Dzikie ślepka zmruż
Niech ci się przyśni ktoś
Może koci Król

Bladolice Topielice
Suną chyłkiem na Łysicę -
Ruszyła Maszyna
Nikt jej nie zatrzyma

Kto wejdzie pod Koła
Ten uciec nie zdoła



napisała Zosia Fuglewicz